Strona:J. B. Dziekoński - Sędziwój.djvu/229

Ta strona została uwierzytelniona.

jaki na niego umierający mistrz jego wywarł, wzmacniał się teraz, przedłużał i wolę jego szanować mu kazał. A od tak dawna, pierwszy raz rozkosznie wzruszony, odzyskał uwielbienie dla natury ludzkiej i ukląkł przy nogach Arminii.




IV.
Krawarz.
„Szczęśliwy! kto w ścian wiejskich usiadłszy zaciszy,
„Gwaru publicznych niezgód w swym domu nie słyszy“.
Ziemiaństwo Delilla. Pieśń I.

Rok jeden minął od śmierci Kosmopolity, i Sędziwój wdowę jego pojął za żonę. Zgiełk miasta, głuszący wszelkie szczersze uniesienia, a może tajemna obawa, aby sposobności, zdarzające się w Krakowie, nie obudziły uśpionej namiętności Sędziwoja, skłaniały Arminię do wybrania cichszego, bliższego natury schronienia. Wkrótce więc przenieśli się do nabytej włości na granicy Śląska, w pięknem położeniu, do dziś dnia istniejącej pod nazwiskiem Krawarza.
Widoki, otaczające ich, samotne wiejskie mieszkanie, oprawne w łańcuchy wyniosłych gór, tak zgodne z tą spokojnością, w której tonęli, jakby były jej symbolem, cały ten nowy świat domowego życia, nie zdołały ani zapełnić czczości jego myśli, ani przytłumić