Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.I.djvu/201

Ta strona została skorygowana.
189

Znowu powracając do cech ślachectwa, oburza się przeciw tym co je na sile materjalnéj, na burzliwości i okrucieństwach gruntują; tu zaraz wskazywać się zdaje na Turcją, jakby na teatr na którym radził burzliwéj ślachcie, dowieść odwagi i użyć siły.
Widać, że w czasach Klonowicza, przywięzywano już do ślachectwa rodowego ideę piękności fizycznéj, postawy wspaniałéj i t. d., bo poeta dowodzi jako nie zawsze brzydkie, potworne, nieudatne istoty, w duszy także są takiémi; jako nie zawsze wielkiego rodu ludzie odznaczają się twarzą i postacią.
Tu znowu jeszcze powtarza aż do zbytku i bije w uszy do końca — założeniem. Cnota i praca ślachcicem czynią, nie ród, nie siła, nie bogactwo, nie rysy twarzy, nie zuchwalstwo i t. d.
Nareście czemuż się autor obrócił z poleceniem swego poematu, do Zygmunta III, do Władysława IV, do Zamojskiego? Zdaje mi się łatwo to zgadniecie, dla czego cieniom Batorego, poemat poświęcił, tego — Stefanka za którego strach był na panka. — I to nie tajemnica.
Otóż myśl poematu zasadna cała — myśl o nadużyciu ślacheckiego tytułu i praw ślachty,