Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.I.djvu/143

Ta strona została skorygowana.
133
5. LIPCA

szy i jedyny, używany i rozumiany od wszystkich.
Przyjechawszy o zmroku do Ananiewa, który swemi kilkudziesiąt wiatrakami, Cerkwią i dwóma wyższemi domy w zieloności nam się ukazał, biegałem po rynku, szukając noclegu i obejrzawszy dom gościnny ruski, pod którego drzwiami dwornik grał na bałałajce, wyśpiewując piosnkę wesołą; nie dałem się do niego zaprosić, lękając się nocować w tak nizkich izdebkach, gdzie ani tchnąć odważniéj, ani wyprostować się śmiało, nie było można. Sądziłem, że w powiatowém mieście, gdzie jest już kilka budowli porządnych, musi gdzieś być koniecznie karczma, nie wystawująca podróżnego na niebezpieczeństwo rozbicia głowy, w każdych drzwiach. Niestety! marna to była nadzieja i próżne rozumowanie — Od domku do domku przez ruskich i żydów zapraszany, wszędzie spotykałem téż drobniutkie nizkie kletki, malenkie, ciasne, z okienkami jak w lochu wązkiemi, a przy zajezdnych domach, nigdzie stajni i wozowni do wtoczenia powozów, które z końmi wraz musiały nocować pod daszkiem bez