Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.I.djvu/159

Ta strona została skorygowana.
149
6. LIPCA

wać i za wypas tylko służyć, nie może. Tym czasem wielka łatwość utrzymania stad, które tu i lekkie zimy przepędzają pod gołém niebem u stértowisk siana, zachęca do tego sposobu pożytkowania z ziemi, gdy właśnie rolnictwo właściwe, tuby się bardzo wypłacać mogło. Łanów i stért prawie nie widać, słomiane tylko torpy gdzie niegdzie w różnych kształtach stoją u każdego zabudowania. Jest to opał razem i podścioł. Zdaje mi się, że wypalając tyle słomy ile jéj tu do roku spłonie, wybornieby można z popiołów na potaże korzystać. Oprócz topoli, wierzb licznych, i mizernych drzew owocowych, coraz już tu gęściejsze akacje białe (Rolinia pseudo acacia) i niekiedy spotykają się tamarysy, z pięknym do wrzosu naszego podobnym liściem i kwiatem lila, w kłosy ułożonym jak wrzosowy. Znać że jesteśmy już w blizkości wielkiego miasta, ruch kupiecki powiększa się, suną się jedne za drugiemi bryki ładowne żydami, ciągną wałki czumackie wiozące sól, wracające do Odessy z pszenicą. Nie udało mi się przypatrzeć tutejszéj ludności Słobod, bo od Ananiewa prawie, nie spotykamy po