Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.II.djvu/164

Ta strona została przepisana.
162
19. LIPCA

ziemi okrywała jeszcze resztę ciała — przejeżdżali się oni pojedyńczo. Byłem ciekawy wiedzieć, jaki mógł być cel ich przejazdki i dowiedziałem się, że ten narod, miany za włóczęgę dla tego, że mieszka pod namiotami, ma jednak swoje sadyby w parowach, na osiem, dziesięć sążni głębokich, które przerzynają równinę od północy ku południu i rozciągają się więcéj niż na 30 mil wzdłuż, a pół ćwierci mili w szérz. Strumienie płyną środkiem tych parowów (bałki) i kończą się w południowéj stronie w małych jeziorach, które łączą się z morzem czarném. Nad témi strumieniami stoją rzędem namioty Nogajców i szopy, w których ma schronienie bydło, tego pastérskiego narodu. Każdy właściciel ma swój znak osobny, który wypala żelazem na lędźwi koni, wołów i wielblądów, owce znaczone kolorami na wełnie, mają ciągle na oku i nie dają im się bardzo oddalać od mieszkań; inne zaś trzody złączone w kupy osobne, wyganiają na wiosnę w równiny i zostawują je tam, aż do zimy. Za zbliżeniem się dopiéro téj pory roku, zaganiają je nazad do szop swoich. To to było przyczyną,