Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.II.djvu/306

Ta strona została przepisana.
304
27 LIPCA

pod pendzlem Canalettego wyrosłe; dziecko dnia wczorajszego, dyszące do jutra piersią całą, nadziei pełną.
Szczególne miasto. Jedne domy pięćdziesiąt zaledwie lat mające już znikły, wśród coraz wyżéj, wspanialéj, ogromniéj wznoszących się, pnących do góry nowych gmachów, drugie w ruinach (tych mało) inne jeszcze się budują z czarodziejskim pośpiechem, inne dokonane już a nie zamieszkane jeszcze, inne zbudowane, zasiedlone, a nie potynkowane całkowicie. Tym dodają kolumny, tamtym dorzucają skrzydła, galerje, inne rozciągają w głąb, w szérz, w górę. Domy te wszystkie stawią się po większéj części wyborną Architekturą, bez wysokich dachów, co je prawie zawsze szpecą, z płaskiemi terassy służącemi do cystern — pokryte blachą wyglądają ozdobnie, świéżo, wesoło i przystają doskonale, do ogólnej fizjonomji miasta, w którego żyłach płynie zda się roztopiony, wrzący metal.
Na wjezdzie do miasta postrzegłem długie i liczne budowy nakształt magazynów, była to fabryka lin okrętowych (kanatów,