Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.III.djvu/157

Ta strona została przepisana.
155
2 SIERPNIA.

Szwedów, rzucił ją w miejsce, gdzie był najgwałtowniejszy ogień. Z pośpiechu nikt nie uważał, że to była materja palna; pożar wzmógł się potężnie. Pokoje gorzały, wielka sala gdzie byli, pełna dymu czarnego i płomieni buchających drzwiami od bocznych izb. — Pół dachu obaliło się, druga część na zewnątrz osunęła się, miotając głownie i iskry.
Jeden ze straży, imieniem Walberg, zawołał — Trzeba się poddać!
— Dziwny człowiek, odpowiedział Król, woli pójść w niewolę, niż uczciwie się spalić.
Drugi Rosen, rzekł: — Dom Kancellarji o pięćdziesiąt kroków, dach na nim z dachówki, może ogień wytrzymać, trzeba uczynić wycieczkę, dostać się tam i bronić.
— O to mi Szwed! krzyknął Karol XII, uścisnął go, i zrobił natychmiast Pułkownikiem.
— No! przyjaciele, bierzcie co najwięcej kul i prochu, i z mieczem w ręku, przebijemy się do kancellarji.
Turcy otaczający dom w płomieniach, patrzali z podziwieniem, że Szwedzi z niego