Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.III.djvu/200

Ta strona została przepisana.
198
2 SIERPNIA.

szeroki jeszcze wylew jego (gardło) przebyć musieliśmy wpław.
U brzegu spoglądając na fortecę, umawialiśmy się o przeprawę; znalazł się żyd co zaręczał, że nas bezpiecznie na drugi brzeg dostawi, znaleźli przewoźnicy (Bulgary i Mołdawani) oświadczający przez wylew pieszo przeprowadzić. Nim powóz na prom zepchnięto, nim fury oczekujące na przeprawę z nim razem wtoczono; mieliśmy czas przypatrzéć się pięknemu widokowi Benderu i rozlanego do koła Dniestru. Ale ten rozlew, ogromne poczynił szkody, zajął ogrody, sianożęci, nawet chaty, wiele nadziei biednych kolonistów z wodą popłynęły. Staliśmy na promie; pięknych rysów twarzy prawdziwie męzkiéj, z obnażoną piersią i szyją, na któréj chustka kolorowa i obrazek poświęcany był zwieszony — średniego wieku Bulgar kierował rudlem.
Pęd wody uniosł nas trochę, i stanęliśmy po chwilce na lądzie. Ale to dopiéro, piérwsza część przeprawy i najmniej niebezpieczna, potrzeba było przejechać wpław, ogromny wylew rzeki, z którego tylko wierz-