Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.III.djvu/31

Ta strona została przepisana.
29
31 LIPCA.

składający się z kilku zasmolonych ludzi, różnych odrębnych typów, ale wesołych fiziognomji,
Zaszumiało w kotle, zawarczała para, i ruszyliśmy z szumem kół statku — Vogue la galere! — Jesteśmy na Limanie. Xiężna Suzzo siedzi i pogląda spokojnie, córka jéj zasłabła biédna, my opatrujem statek. W Kajucie podróżnych, dokoła dywan (sofa) kilka rycin po ścianach, czysto, porządnie, ale duszno i gorąco, jak na całym statku. Schodki wiodące tu starannie pomalowane, o poręczach brązowych. Słowem: pieścidełko maleńkie.
Ruszyliśmy, płyniemy. Owidiopol oddala się od d nas, w milczeniu kieruje sternik kołem, majtkowie stoją gwarząc, a kapitan parę razy tylko pokazał się, rozkazując przesunąć wagę. — Łódka, którąśmy przypłynęli, podniesiona, jak łupinka uczepiła się boku parochodu.
Chmura, która nam groziła w porcie, zbliża się, wiatr odmienia, deszczyk kropić poczyna, tęcza rysuje się na cudnie malowniczém niebie. Nie schowaliśmy się do Kajuty przed dészczem, lepszy dészcz od za-