Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.III.djvu/72

Ta strona została przepisana.
70
1 SIERPNIA.

mi żal było, że upał i pośpiech nie dozwoliły zaczerpnąć wody ze świętego, poetycznego źródła.
Powracając od Cerkwi greckiéj, zwiedziliśmy turecką część miasta, która pozostała taką, jaką była za czasów władania wysokiéj Porty. Jest to labyrynt, wązkich uliczek, opasanych murkami tak, że nigdzie około domu na nie się nie wychodzi — przez furtkę ciasną wejście w dziedziniec, na nim stoją domki liche, mizernie sklecone, trzciną kryte, okna ich obwarowane są drewnianemi kratami, przed każdym z domów takich jest wystawa od słońca cień dająca, a w niéj rodzaj stołu, na którym leżeli pod dachem Turcy, używając chłodu i pracując nad rzemiosłem swém lub zajmując się handlem. Tak właśnie spoczywającego na poddaszu domu, zastaliśmy tu jeszcze, może ostatniego w Akkermanie, starego ubogiego Turka. Na twardém posłaniu i skórzanéj poduszce, leżał pod oknem domu w czerwonej jarmułce, pantofle przed nim na ziemi, sam był w długim kaftanie ciemnym, z tabakierką w ręku i srebrnym zegarkiem u pasa. Nic zrozumiaw-