Strona:Jack London - John Barleycorn.djvu/264

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ XXXVI

Powróćmy atoli do swoich osobistych przeżyć z nasłaną na mnie przez Johna Barleycorn Białą Logiką. Siedzę w mej rozkosznej farmie w Dolinie Księżycowej, z mózgiem od szeregu miesięcy przesiąkniętym alkoholem, opanowany przez kosmiczną melancholję, odwieczną plagę ludzkości. Napróżno pytam siebie samego, dlaczego jestem pogrążony w smutku. Noce moje są ciepłe, statek mój nie zatonął. Spiżarnia moja zaopatrzona tak, że zaspokoić może najfantastyczniejsze zachcianki podniebienia. Mam wygody jakich tylko zapragnę. Nie odczuwam żadnych bólów fizycznych. Stara, dobra machina organizmu funkcjonuje sprawnie jak dotąd. Ani mózg ani mięśnie nie są przepracowane. Posiadam pola, pieniądze, władzę i znaczenie u ludzi. Mam poczucie spełnionego obowiązku wobec społeczeństwa. Towarzyszką mego życia jest moja ukochana. Dzieci moje są z mej krwi, z mego ciała. Czyniłem i czynię, co czynić powinien każdy dobry obywatel świata. Wybudowałem domy, wiele domów. Wykarczowałem setki morgów. Drzewa, których chyba sto tysięcy