Strona:Jack London - John Barleycorn.djvu/35

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ V

Nie przezwyciężyłem, właściwie, nigdy fizycznego wstrętu do alkoholu. Ale go stale zwalczałem. Dotąd zwalczam go zawsze, ile razy piję. Podniebienie moje nigdy nie przestaje protestować a podniebieniu można ufać, że wie, co jest dobre dla organizmu. Ale przecież ludzie nie piją dla następstw, jakie alkohol wywołuje w ich ciele. Piją, bo to spraiwia nadzwyczajny efekt mózgu, a że trunek mus- przejść przez ciało, tem gorzej dla ciała.
Ale wracając do mych lat dziecięcych, mam jeszcze jedno wspomnienie, które oprócz wstrętu do alkoholu, wryło się również głęboko w mój umysł. Były to szynki.
Nieraz siedząc na naładowanych wozach we mgle, z nogami ścierpniętemi od nieruchomej pozy, kiedy konie człapały zwolna po ciężkiej drodze przez piaszczyste pagórki, jedna jaskrawa wizja skracała mi tę nużącą podróż.
Obraz szynku w Colmie, gdzie mój ojciec, wciągnięty przez kogokolwiek, wstępował często, aby pić. A ja rozgrzewałem się przy wielkim piecu i dostawałem lodowaty cukier. Był to bajeczny