Strona:Jack London - John Barleycorn.djvu/96

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ XII

I nigdy nie pożałowałem tych miesięcy djabelskich szaleństw, które przepędziłem z Nelsonem. Bo on umiał żeglować, chociaż wystraszał każdego kto z nim płynął. Sterować tak, aby uniknąć rozbicia o cal, o włos, było jego radością. Zrobić coś, czego nikt inny nie odważyłby się zrobić było jego dumą. Nigdy nie zawadzić o rafę było jego manją i przez cały czas, który przepływałem z nim przy wiatrach silnych czy słabych, Reindeer zawsze ominął rafę, ani też nie osiadł na mieliźnie. Żeglowaliśmy stale przy naciągniętych żaglach, pełnym prądem i płynęliśmy dalej. Opuściliśmy wybrzeże Oakland i wyszliśmy na szerokie morze szukać przygód.
I wszystkie te szczytne chwile mego życia stały się moim udziałem przez John’a Barleycom. I to jest również mój zarzut przeciw niemu. Znalazłem się tam spragniony wolnego, awanturniczego życia i jedyną drogę do osiągnięcia tego otwierał mi John Barleycom. Jest to, wogóle, droga ludzi którzy chcą wyzyskać życie. I ja chciałem wyzyskać życie, dlatego musiałem żyć tak jak oni żyją. Stało się to dzięki