Strona:Jan Lam - Dziwne karyery.djvu/177

Ta strona została przepisana.

nem wobec tej obietnicy i przewracając taburet, na którym się znajduje kapelusz Stanisława; poczem podskakuje ku drzwiom, obracając głowę ku pannie Natalii i naszczekując z całej siły.)
— Widzisz pan, jaka to poczciwa psina, jak on mię rozumie! Zaraz służę, tylko powiem Marysi, żeby mu dała co na podwieczorek!
I wybiegła z pokoju, skacząc jak dziecko w zawody z Turpinem, którego głos dał się wkrótce słyszeć z coraz to odleglejszych części dworku pp. sekretarstwa.
Stanisławowi nie pozostało nic, jak tylko ustawić na nowo przewrócony taburet, podnieść z ziemi swój kapelusz i wygładzić go rękawem od surduta, dla zabicia czasu. Gdy i to nie pomogło, jął przypatrywać się z uwagą dużej litografii, przedstawiającej majora Bombogromskiego, nie w chwili, gdy mówi: Zur Genesung! ministrowi królestw Chaocyi i Teremtecyi, ale w chwili, gdy wytrzeszczył ogromne oczy z obawy, ażeby nie usnąć. I to wszakże zajęcie okazało się niedostatecznem, i bohater nasz znalazł się w pozycyi, w której grzeczni ludzie nie zwykli zostawiać gościa. Nie miał po co zostawać w pokoju, gdzie go tak osamotniono, i nie mógł odejść, bo wypadało przecież pożegnać się z kimkolwiek, a tu tymczasem sekretarz miał widocznie jakąś konferencyę o interesach z dr. Mitręgą i niewłaściwem było wchodzić do jego pokoju i przeszkadzać; pójść zaś do apartamentów kobiecych i pożegnać się z paniami, na toby mój bohater nigdy się nie odważył.
Sytuacya ta trwała dość długo, przeszło kwadrans, i wybawił z niej Wołodeckiego sekretarz, wchodząc do bawialnego pokoju bez dr. Mitręgi. Był znowu jakiś nie swój i roztargniony; widocznie sprawiło mu to ulgę, gdy Stanisław zamiast zaczynać jaką rozmowę, przesłał tylko na jego ręce swoje uszanowanie paniom, pożegnał go i wyszedł, dodawszy tylko, że pozwoli sobie służyć państwu sekretarstwu jutro popołudniu.
Czytelnik i czytelniczka łaskawa mają prawo żądać od powieściopisarza, ażeby zdał sprawę z tego, co sobie