Strona:Jan Lam - Głowy do pozłoty Tom I.djvu/190

Ta strona została przepisana.

Im mniej była naturalną ta serdeczność teraz, kiedy już sprawa o opiekę W sądzie była załatwioną i p. Klonowski nie potrzebował usposabiać mię na swoją korzyść, tem bardziej budziło się we mnie podejrzenie, że, znowu coś się święci, i myśl ta niepokoiła mię mocno. Tymczasem nic się nie święciło złego, tylko p. Klonowski otrzymał był wiadomość, że dziś wieczór, JO. książę Etelred Swidrygajło-Kantomirski zaszczyci Hajworów swoją obecnością, i w pierwszej z tego powodu radości, opiekun mój uszczęśliwił i mię tem doniesieniem, dodając, że musimy się spieszyć, aby zawczasu stanąć w Hajworowie. Wśród głębokich ukłonów brodatego bałabusty hotelu i skonsygnowanych na podsieniu miszuresów, wsiedliśmy do poczwórnego kocza i ruszyli szparkim kłusem.
— Jestto książę in partibus — dodał objaśniając pan Klonowski — to jest, nie ma ani grosza, ale... książę, widzisz, to coś znaczy! Princeps imperii romani! Hm, hm! Chociaż... jak to się podpisał Tarnowski?
— Nie Tarnowski, ale Zamojski — sprostowałem: eques polonus, his omnibus par!

— Tak, tak, par! — I czwórka czesała dalej wyciągniętym kłusem, a mój opiekun wydąwszy piersi, oparł na nich brodę i marzył...



ROZDZIAŁ VIII.

Nie ma, jak podróż, dla ludzi skłonnych do marzeń i medytacyi — ma się rozumieć, jeżeli droga dobra i pogoda sprzyjająca, i jeżeli się nie ma towarzysza, mordującego nas rozmową o rzeczach obojętnych i nudnych. Wdzięczny byłem p. Klonowskiemu, iż po pierwszych kilku słowach uciął rozmowę ze mną i pogrążył się w dumaniu, zapewne o świetności nazwiska Swidrygajłów Kantymirskich i o równości szlacheckiej z książętami, która to równość, nawiasem mówiąc, objawia się najświetniej w tej okoliczności,