Strona:Jan Lam - Głowy do pozłoty Tom I.djvu/192

Ta strona została przepisana.

wyjeżdżali z Hajworowa, czy dałem pisarzowi polecenie, aby posłał po stroiciela fortepianów?
— I owszem, poleciłeś mu to pan dwa razy.
— A nie przypominasz sobie, dokąd kazałem posłać, czy do Nieżałowic, czy do Czartopola?
— Tego już nie pamiętam, wiem jednak, że wspominałeś pan o Czartopolu.
— Byle tylko w istocie posłali tam, po Burglera, bo ten Świderski z Nieżałowic, to partacz ogromny.
Domyśliłem się, że zapewne panna Jadwiga Klonowska popisywać się ma na klawicymbale przed księciem Kantymirskim, a ponieważ instrument ten był w istocie w stanie opłakanej dyssonancyi, więc stroiciel był mu bardzo potrzebnym, inaczej, książęce uszy byłyby narażone na prawdziwą kocią muzykę. Zastanowiłem się tylko na chwilę, dlaczego p. Klonowski uwziął się właśnie sprowadzać Burglera, którego znałem z pierwszego mojego pobytu w Hajworowie i z tradycyi jako notorycznego pijaka. Był ponoś przedtem organistą, ale odpędzono go, ponieważ przy nieszporach zaintonował raz był, zamiast nabożnej pieśni: „Pił Kuba do Jakóba, Jakób do Michała“.
— A — dodał p. Klonowski, poprawiając się na siedzeniu — wiele mi na tem zależy, aby posłali po Burglera.
— Wszak to pijak i nic dobrego — nadmieniłem.
— Pijak, to prawda, ale rozumie swoją rzecz doskonale! Pijak, mój kochany, to pojęcie bardzo względne; znam takich, co bardzo dużo piją, a są ludźmi na swojem miejscu. Nie dalej, jak przyjaciel mój, Wielogrodzki, ten przecież także nigdy za kołnierz nie wylał i był swojego czasu Wielkim hulaką, ba, nawet i teraz pociąga sobie czasem, i to na nieszczęście, pija mocne wina, które mu zdrowie rujnują. A jednak jest to bardzo rozumny i bardzo rządny człowiek, a przytem, serce zacne, jak rzadko. Niezmiernie mi przykro, że poróżniłem się z tak poczciwym i dawnym przyjacielem; muszę koniecznie pogodzić się z nim. Już to, mój kochany, nie twoja to Wprawdzie wina, ale zawsze, ty