Strona:Jan Lam - Głowy do pozłoty Tom I.djvu/63

Ta strona została przepisana.

wiem, czy byłem kiedy godzien odwdzięczyć. Nawet sługi tego poczciwego domu żegnały mię z płaczem, a gdy już p. Mortko, arendarz, wsadził mię na wysoko wypakowany wózek, nadbiegła jeszcze Kasia, dawna służąca mojej matki, i wśród obopólnego szlochania, omal mię nie udusiła w uściskach, całując mię po rękach i nogach...

Pan Mortko usadowił się. obok woźnicy, który zaciął batem trójkę tęgich koni folwarcznych — i z tego małego świata, w którym biły serca dobre i tkliwe, ruszyłem w świat — szeroki i zimny. Dzień był jesienny, pogodny i mroźny, trójka p. Klonowskiego pędziła żywo, i choć pan Mortko nietylko w Żarnowie, ale i w każdej karczmie po drodze miał do załatwienia owych siedemset siedemdziesiąt siedm drobnych interesów, na których wynalezienie należy się ponoś przywilej potomstwu Abrahamowemu, jeszcze tego samego dnia palnęliśmy sześć mil drogi i pod noczajechaliśmy do Hajworowa.



ROZDZIAŁ III.

Pan Mortko zsadził mię z wózka przed gankiem i wprowadził mię przez sień do przedpokoju, gdzie jakieś indywiduum, przechodowe od ’fornala do kamerdynera, stukało i dzwoniło talerzami, Widelcami i nożami, oświadczając, iż państwo są przy kolacyi. Ofuknąwszy kilka razy Mortka, indywiduum to na kilkakrotne jego nalegania zdecydowało się dać znać „państwu“, żeśmy przyjechali. Przez pół otwarte drzwi ujrzałem w drugim pokoju towarzystwo, siedzące przy stole — na pierwszem miejscu siedziała czerwona, podsadkowata jejmość, o której domyśliłem się, że była to pani Klonowska. Słyszałem, jak pan Klonowski mówił do służącego: „Niech tu przyjdzie!“ i jak czerwona jejmość odpowiedziała na, to kilkoma uwagami, z których dosłyszałem tylko urwane wyrazy: „sprowadzasz tu jakichś chłopców“. Wszedłem i przedstawiłem się jako „jakiś chłopiec“ w liczbie pojedynczej, i w odpowiedzi na pełne uszanowa-