Strona:Jan Lam - Głowy do pozłoty Tom I.djvu/88

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ IV.

O. Makary nie wezwał mię był do swojej celi dla objaśnienia mu gramatyki Ollendorfa, ale we własnym moim interesie. Musiałem pójść z nim do prefekta, i zdać tam powtórną relacyę o stosunkach moich z p. Klonowskim. Następnie obydwaj księża udali się do drugiego pokoju i radzili coś długo i szeroko, a zapewne w skutek tej narady Mykietiuk zaniósł nazajutrz na pocztę dwa listy O. Makarego, jeden adresowany do Żarnowa, do p. Wielogrodzkiego, a drugi do p. Klonowskiego w Hajworowie. O. Makary, który był tego zdania, że jako sierota powinieniem był wiedzieć więcej o moich interesach, niż wiedzą zwykle dzieci w moim wieku, nie taił przedemną bynajmniej treści tych dwóch listów. Dowiedziałem się od niego, że w imieniu przełożonego klasztoru udał się do mojego opiekuna z przedstawieniem, iż fundacya dobroczynna, na mocy której klasztor utrzymuje bezpłatnie kilku uczniów, przeznaczoną jest dla dzieci absolutnie ubogich i pozbawionych wszelkiego funduszu. Ponieważ zaś doszło do wiadomości przełożonego, iż p. Klonowski ma w swojem ręku dość znaczny kapitalik, będący moją własnością, więc księża zaklinają mego opiekuna, aby nie krzywdził innych sierot, bardziej odemnie potrzebujących wsparcia, i przytem, ze względu na moje dobreprowadzenie się, znakomite postępy w naukach i wielką chęć do nich, gotowi są umieścić mię w konwikcie, przeznaczonym dla płacących, za wynagrodzenie, wynoszące tylko 100 złr. rocznie. List zaś do p. Wielogrodzkiego, jako do znajomego i przyjaciela ś. p. rodziców moich, zawierał doniesienie, iż przedstawiony przez p. Klonowskiego jako sierota pozbawiony wszelkich środków do życia, umieszczony zostałem w konwikcie ubogich, i księża proszą o informacyę, o ile podanie p. Klonowskiego zgodne jest z prawdą. O „leguminach i wiktuałach“ nie było ani słowa.
Wszystko to dało mi wiele do myślenia, i spotęgowało