Strona:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom III.djvu/43

Ta strona została przepisana.

kietka i jego starostów, i oburzony na tegoż książęcia Władysława, że z nim postępował nie z taką godnością, jakiej on dla stanu swego wymagał, i że mu odmówił wypłaty znacznej ilości pieniędzy, żądanych za poczynione jak twierdził wydatki w sprawowaniu Pomorza, znakomitością przytém rodu i zamożnością swoją ośmielony aż do zuchwalstwa, wreszcie poduszczony od ojca Szwenca Gdańskiego wojewody, umyślił podnieść rokosz; a złączywszy się z margrabiami Brandeburskimi, Woldemarem i Janem, którzy z wielu względów nieprzychylnemi byli książęciu Władysławowi, przyrzekł im wydać ziemię Pomorską, i jako dzierżyciel i posiadacz dziewięciu na Pomorzu zamków, między panami i szlachtą ziemi Pomorskiej przedniejszy rodem i znaczeniem, snadno ich umysły żądzą łakomstwa i nienawiści podniecone, do opanowania tejże ziemi nakłonił. Lecz gdy o zamachach rzeczonego Piotra kanclerza przychylni Władysławowi Łokietkowi, jak ważność rzeczy i niebezpieczeństwo wymagało, spiesznie mu donieśli, książę słusznie dotknięty tak niezwykłym i pełnym grozy postępkiem, ruszył z liczném i potężném wojskiem na Pomorze, i pomienionego Piotra kanclerza Pomorskiego schwytawszy wtrącić kazał na zamku Krakowskim do więzienia. I gdyby go był w takowém więzieniu ciągle trzymał, nie byłoby królestwo Polskie poniosło straty przez odstąpienie ziemi Pomorskiej, ani doznało tylu niszczących wojen, ustawicznie wzniecanych przez Krzyżaków. Ale gdy dwaj bracia rzeczonego Piotra kanclerza starali się gorliwie o jego uwolnienie i przyrzekli, że za brata chętnie sami przyjmą więzy, a Piotr kanclerz pozostanie wiernie pod władzą i w ręku Władysława Łokietka, książę pofolgowawszy w swej słusznej surowości, skłonił się do ich żądania, i Piotra kanclerza z niewoli wypuścił, a w jego miejsce dwóch braci Piotrowych, Mikołaja i Jana, jako zakładników, nie wystarczających jednak na zadosyćuczynienie, do więzienia wsadzić kazał. Ci wysiedziawszy czas jakiś w zamknięciu, przekupili straż, albo, co podobniejszém zdaje mi się do prawdy, niedbale strzeżeni, skruszyli pęta i wymknęli się z więzienia, poczém do brata swego Piotra kanclerza, tryumfując z takowego uwolnienia, na Pomorze przybyli. I wnet jawny już podniosłszy rokosz, rzeczonych margrabiów Brandeburskich czyli Zgorzeleckich, Woldemara i Jana, różnemi obietnicami namówili do najechania Pomorza. Jakoż pomieniony Woldemar z pomocniczą drużyną ludzi tak swoich jako i bratanka swego, nad którym wtedy sprawował opiekę, zbrojno na Pomorze wtargnął, a za radą i współdziałaniem Piotra kanclerza, jego braci i krewnych, ubiegł i pozdobywał niektóre miejsca warowne, inne zaś ogniem i grabieżą spustoszył. Podstąpiwszy potém z wojskiem pod zamek i miasto Gdańsk, jako stolicę ziemi Pomorskiej, trzymane w ów czas z ramienia Władysława Łokietka przez Bogusza sędziego ziemi Pomorskiej, ścisnął je