Strona:Jana Lama Kroniki lwowskie.djvu/112

Ta strona została skorygowana.

korzyści, ale ta, przy której założyciele mają najwięcej zysku.[1] Dlatego też, gdybym był członkiem i delegatem Towarzystwa agronomicznego, poparłbym był jak najmocniej wniosek księcia Adama Sapiehy, by sprawę kolei przemysko-husiatyńskiej poruczyć inżynierom, a nawet byłbym przystał na to, by w tym wyjątkowym razie ograniczyć całe rozpatrywanie tej rzeczy do linii, prowadzącej z Przemyśla do Kałusza. Ostatni ten wniosek wynika już nawet z zasady demokratycznej, że nie należy wspierać tego, co się przeżyło. Linia, prowadząca z Kałusza do Husiatyna, przerzynałaby majątki drobnej szlachty w okolicach Buczacza, Manasterzysk i Czortkowa, a więc podtrzymywałaby materjalny dobrobyt żywiołu, który nie jest ani arystokracją, ani demokracją, bo nie tworzy konsorcjów, nie kupuje dóbr koronnych i nie subwencjonuje „Organu demokratycznego“. Nam zaś, demokratom, tak stowarzyszonym, jak i niestowarzyszónym, powinno zależeć na tem, by wygasł raz ten ród chudopachołków i hreczkosiejów jedno- dwu- i trzy-wioskowych, a natomiast powinniśmy się starać, by świetne nazwiska i bogate rody opływały jak najwięcej w szczęśliwości akcyjne, naftowe i słono-potażowe, by im się sypały jak z rogu obfitości dywidendy i udziały gründerskie, by im każde błoto było Kałuszem, każdy krzak Niepołomicami, każda dziura w moście koleją czerniowiecką. Bo gdybyśmy nie mieli arystokracji, nie potrzebowalibyśmy być demokratami, a więc pan dr. Henryk Jasieński nie mógłby krzyczeć „Slava“, pan Dąbrowski nie mógłby zbijać filantropicznych obłędów 19. wieku, a pan (H.) nie mógłby dowodzić, iż stowarzyszywszy się z obydwoma poprzednimi, jako z ludźmi jednych zdań i przekonań, stanął in folio „na straży tradycyj, godności, participiów i różnych innych pięknych rzeczy narodowych“.
Jakkolwiek dla skrajnych moich i antiparticypialnych wyobrażeń, jakoteż dla braku należytej kamienicy lub innej firmy nie mogę mieć pretensji do zaszczytnego tytułu członka Towarzystwa demokratycznego, pochlebiałem sobie dotychczas, że chociaż nie należę do tego Olimpu, rozumiem mniej więcej, co się w nim dzieje. Teraz muszę wyznać, iż jestem zupełnie zbity z tropu w tej mierze. Oto „Organ demokratyczny“ reasumuje wszystkie zarzuty, jakie Gazeta Narodowa od dwu lat robiła i robi członkom delegacji polskiej we Wiedniu, i wzywa panów delegatów, by składali mandaty podczas gdy prezes Towarzystwa pospiesza w wiedeńskiej Debacie zaprzeczyć pogłosce, jakoby potępić miał ustnie delegację galicyjską. Czy może w Olimpie demokratycznym, jak w Offenbacha Orfeuszu w piekle, podwładne bogi nie chcą słuchać Jowisza, czy też role rozdane tam są jak na dworze paryzkim, i „Organ demokratyczny“ jest tylko takiem entfant terrible, na pozór źle wychowanem, jak czerwony książę, wojażujący właśnie po Europie? Kto nie ma nic lepszego do czynienia, niech sobie łamie głowę nad rozwiązaniem tej zagadki.

(Gazeta Narodowa, Nr. 153. z d. 5. lipca r. 1868.)





  1. O książęcych założycielach kolei żelaznych, G. N. znalazła później do powiedzenia wiele rzeczy pochwalnych, na przekór Dz. Pols., który poszedł torem wytkniętym w tej kronice.