Strona:Jana Lama Kroniki lwowskie.djvu/310

Ta strona została przepisana.

w swoim rodzaju, wielka, czerwona, okrągła,... solidarność. Toć, moi panowie, że użyję zwrotu p. Romanowicza — toć delegaci nasi w Radzie państwa, jeżeli głosują czasem z ministerstwem, czynią to także zapnwne nie wskutek zapoznania życzeń swoich wyborców, ale przez „solidarność“, jako członkowie Izby deputowanych rajchsratu. O święta, solidarna zgodo! O wielka, czerwona, okrągła, piramidalna kapusto!
Mimo rozwijającego się ruchu wyborczego, przedstawienia widowiska „Jenerał Bem w Siedmiogrodzie“ w tearze polskim znalazły wczoraj i onegdaj niezmiernie liczną publiczność. Wszystkie loże i miejsca numerowane wykupione były na parę dni naprzód. Z powodów, od kroniki, a nie od kronikarza zawisłych, nie możemy zdać jeszcze sprawy z tego widowiska, albowiem niepodobna nam je było zwidzić.
Wyszła z druku kemedja El...y (Stożka) p. t. Walka stronnictw. Mniej od Gałązki Hebiotropu posiadająca zalet poetycznych i artystycznych, sztuka ta odznacza się związkiem charakterów i wypadków z żywą rzeczywistością, i przedstawiona na scenie, mianowicie we Lwowie, musiałaby mieć wielkie powodzenie.
Wkrótce ma do nas zawitać jeden z naszych znakomitości europejskich, Duchiński. Przywitać go ma lwowskie Towarzystwo literacko-naukowe na dworcu kolei. Zapewne i on i jego małżonka będą mieli odczyty jak w Krakowie. Ciekawiśmy, do jakiej rasy zaliczy Moskali lwowskich — ich czaszki gotowe mu pomięszać jego szyki historyczno-etnograflczne.

(Gazeta Narodowa, Nr. 222. z d. 29. sierpnia r. 1869.)





87.
O powołaniu i zadaniu kroniki. — Niebezpieczeństwa łaciny. — Francuzi zaczynają nas naśladować. — P. Piątkowski wobec p. Małeckiego. — Kandydaci jawni i wstydliwi. — Teatr.

Być kronikarzem w chwili takiej jak obecna, to niepospolita misja, szanowny panowi i spółubewateli! Poważne mowy i rozumowane artykuły każdego stronnictwa, to jego szata zewnętrzna, to frak, który się ubiera dla zrobienia dyplomatycznej wizyty, jakkolwiek frak zazwyczaj mocno już „przechodzony“ i podarty, a częstokroć nawet pożyczony od kogo innego lub na chwilę wykupiony z zastawu. Ale kronika, to szlafrok, w którym stronnictwo chodzi w własnym pokoju, z pod którego wydobywają się na świat jego prawdziwe sympatje i antypatje, jego bole i rozkosze ukryte, i jego głębsze myśli polityczne — jeżeli N. B. stronnictwo to ma w ogóle balast tego ostatniego rodzaju na spodzie swojej skołatanej nawy.
Ztąd to zapewne pochodzi, że szanowna a ciekawa publiczność czytająca, tak skwapliwie chwyta każdą, każdego dziennika kronikę. Chcianoby dojść, przeczytać między wierszami, dokąd dąży dziennik wraz ze swymi zwolennikami?