Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/118

Ta strona została uwierzytelniona.


to się może zamienić. I na lekcji starannie przepiszą. Pani jeszcze raz przejrzy i odda do schowania do szafy.
Bo to już była myśl Fila:
— Jeżeli ma być niespodzianka, niech będzie niespodzianka. A w domu nie mamy gdzie schować. Więc przyjdą 31 grudnia do szkoły i wezmą. Tylko czy ich woźny wpuści?
Więc Dżek nie miał kłopotu. Nawet powiedzieli, że mogą zaraz jutro zapłacić. I dobrze się stało, że Czarli, Adams, Sanders, a za nimi jeszcze trzej chłopcy i dwie dziewczynki — nie chcą brać laurek, bo wolą kupić w sklepie i wybrać takie kwiaty, jakie im się podoba. Jeszcze Morris, Dik i Harry obiecali, że na lekcji rysunków polinjują laurki, bo były bez linij, więc nie umieliby pisać.
Jedni wybrali krótsze powinszowania, inni takie, gdzie można było zmienić »rodziców« na mamusię albo babcię. Bo naprzykład Ella i Sinn nie mieli ojców, a Alin wychowywała się u babki.
Wszystko się doskonale udało. Tylko dwie laurki się zepsuły, bo się pomylili; na jednej można było wytrzeć, bo Harry umiał tak wycierać scyzorykiem i gumą, że wcale nie znać, a na laurce jeszcze łatwiej, bo jest gruby papier. A na robótkach Ella wycięła kwiaty z zepsutej laurki i przykleiła na inny arkusz papieru, a Morris domalował dwa kwiatki i jeden listek, że też nie było znać. Morris nawet powiedział, że gdyby miał dobre wszystkie farby i pendzelki firmy Kuk, toby sam mógł namalować dla wszystkich, i byłoby tak samo ładnie, tylko koo-