Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/124

Ta strona została uwierzytelniona.


nego. Tak ładnie i wesoło. Ale nietylko gramofony, bo harmonje, skrzypce, flety — wszystko do grania. Dalej — rowery.
Na prawo — bielizna, czapki, ubrania. Tam jest ananasowe i nadziewane, a tu znów — trwałe. W drugim rzędzie wszystko jest gorące.
— Gorąca kiełbasa! Gorące pasztety! Gorące parówki.
Dalej rozmaite loterje. Można ciągnąć numery, kręcić koło na stoliku z fantami. A fanty — to figurki różne, wazoniki, ozdoby — błyszczą się, pociągają — fanty bez wyjątku cenne.
— Kto płaci, nie traci.
Jest specjalne miejsce na kwiaty: osobno sztuczne z bibułki i osobno prawdziwe.
Ciekawe jest także miejsce, gdzie sprzedaje się gołębie, króliki, psy, — nawet lisy i ptaki śpiewające w klatkach.
Znów ktoś sprzedaje i zachwala klej do szkła i porcelany, albo metal do lutowania.
— W domu można naprawić miskę, kubeł, każdy sprzęt nad gazem, świecą, lampą, w każdym ogniu.
Tu niedaleko pokazywał się sztukmistrz, który łykał pięć żywych żab i potem je z powrotem wyjmował z ust. Inny przebijał się sztyletem. Jeszcze inny gryzł gorące żelazo i kładł się na desce, nabijanej gwoździami.
— Amerykański miód na kaszel i zaziębienia.
— Każdy przedmiot do wyboru tylko dwa centy.