Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/140

Ta strona została uwierzytelniona.


No, a teraz co będzie?
Nie, przecież on niewinien. Klaryssa się obraziła. Powiedziała:
— Ja tam nie umiem. Już dosyć pisałam. Weź sobie kogoś innego.
Łatwo powiedzieć: »weź sobie«, jak każdy myśli tylko, żeby kupić dla siebie i jaknajprędzej iść do domu.
I co się z Nelly stało? Dlaczego nie przyszła do szkoły? Taki zawód i utrudnienie w ostatniej chwili. I Nelly nic nie kupiła. I właśnie ona. Właściwie Dżek bardzo chciał dać jej lalkę, którą dostała w prezencie mała Amelja, tylko się wstydził powiedzieć. Dlaczego Nelly nie przyszła, — pewnie zachorowała?
— Coś ty dziś smutny jakiś? — zapytał się ojciec. — Czy źle ci poszedł twój handel? Jak tam wasza kooperatywa?
Zdziwił się Dżek, bo ojciec pierwszy raz dopiero się pytał.
Rodzice Dżeka, rozumie się, wiedzieli; ale ojciec niechętnie słuchał, bo sam nie lubił kupować i nic nie sprzedawał. A mama była u mister Tafta, rozmówiła się i powiedziała:
— Nie rób nic, mój Dżeku, bez mister Tafta. To bardzo doświadczony człowiek i bardzo ci życzliwy.
Więc kiedy ojciec się zapytał, Dżek zaczął opowiadać.
— Mister Taft dał mi list do hurtowni. Dostałem całą skrzynkę. Tak i tak. Był kierownik i trzy