Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/173

Ta strona została uwierzytelniona.


pił sobie tekę. A jak się okazało, że nieprawda, Adams zaczął się śmiać z Nelly, że jest narzeczoną Dżeka. Obaj rzucili się na Dżeka i dopiero:
— Rozporządza się za cudze pieniądze, jak szara gęś. Głupcy dają pieniądze, a on kupuje, co mu się podoba. Kupił kałamarze do niczego i tępe temperówki i wieczne pióra, które wcale nie piszą. Marek pocztowych nie chce kupować, bo się na niczem nie zna. Prezenty daje: takie drogie farby dał Morrisowi, organki sfundował Barnumowi i pewnie Nelly też robi fundy za pieniądze kooperatywy.
Dżek był blady, jak kreda. Z początku odpowiadał spokojnie, ale ci jeszcze gorzej. Dopiero Iim mówi:
— Daj spokój: co będziesz z tym szachrajem rozmawiał.
— Oo, patrzcie, jak go broni. To jedna paczka.
— Wy jedna paczka ze złodziejem Sandersem.
— A co ci Sanders ukradł?
— Mnie nic, ale matce Pennella ukradł pierścionek, — wiesz?
— A twój Dżek ukradł teczkę.
Podobno Dżek pierwszy uderzył Czarli, ale właściwie Iim pobił się z Adamsem, więc już tamci przestali.
— Przekupiony świadek, — krzyknął Adams, i dostał.
Ale i Adams był silny. Więc parę razy jeden rżnął drugiego, a potem chwycili się w pół i dopiero kto kogo położy. A kto uwolni rękę, ten grzmoci. Nikt się do bójki nie wtrąca, bo obaj mają równą