Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/182

Ta strona została uwierzytelniona.


w porządku. I klasa tak się przyzwyczaiła, że myślą, że już inaczej wcale być nie może. A nie. Dżek znów chce zrobić klasie niespodziankę, a nawet dwie niespodzianki:
Pierwsza, żeby się cały oddział razem fotografował. A druga, żeby cały oddział poszedł do cyrku.
Właściwie to matka Pennella kazała powiedzieć, żeby Dżek przyszedł, że ma ważną sprawę. No i powiedziała, że będzie bardzo przyjemne, jeżeli każdy będzie miał fotografję, bo to jest miła pamiątka, a brat pani Pennell ma zakład fotograficzny.
Więc musiał znów biedny Dżek chodzić, dowiadywać się o cenę. Bo są różne fotografje: droższe i tańsze. Znów musiał przy pomocy mister Tafta robić kalkulacje, żeby najładniejsza fotografja wypadła najtaniej. Więc jeżeli wszyscy się zgodzą, to każda fotografja kosztować będzie cztery centy, a jeżeli się weźmie mniejsze fotografje, to będzie można zrobić po 3 centy — i tym, co zapłacić nie mogą, można wydać 5 fotografij bezpłatnie.
No i ubrali się ładnie i cały oddział razem z panią poszedł do fotografa. Zgodzili się wszyscy, a pani Hamilton sama przyniosła do szkoły aż 6 centów, żeby jednemu jeszcze dać bezpłatnie, jeżeli nie może zapłacić.
— Chętnie dam — powiedziała pani Hamilton, — ale, żebym wiedziała, że to nic złego, i żeby było jawnie, a nie pokryjomu.
No i jedni usiedli na podłodze, drudzy na ławce, a reszta stanęła. Pani siedziała we środku i chciała, żeby z jednej strony usiadł Dżek, a z dru-