Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/188

Ta strona została uwierzytelniona.


, żebyśmy mogli tanio być w cyrku, bo mamy mało pieniędzy, a najtańszy bilet kosztuje 10 centów. Mamy na futball odłożone 1 dolar 35 centów i możemy dać jedną parę łyżew, to się może w cyrku przydadzą«.
Trochę Harry ma zmienić i jutro przyniesie do szkoły.
Bardzo cicho było w poniedziałek na lekcjach. Harry wymalował śliczną laurkę. Na pauzie się podpisali. A o godzinie dwunastej tę petycję — bo taki list zbiorowy nazywa się u dorosłych petycja — więc ten list Dżek dał pani do przeczytania.
Pani poszła z listem do kierownika, który obiecał zatelefonować do dyrektora cyrku, jeżeli będzie miał czas.
Co zrobić, żeby kierownik miał czas? Dlaczego dorośli są zawsze zajęci i właśnie na najważniejsze sprawy nie mają czasu?
I mogło się spóźnić. Bo dopiero po tygodniu kierownik zwrócił list klasy. I Dżek z Harrym poszli do cyrku, ale im kazano przyjść nazajutrz, bo kogoś nie zastali. Potem im powiedzieli, żeby sam kierownik napisał. I znów przeszedł tydzień. Tymczasem afisze głosiły: »Ostatni tydzień«. »Jeszcze tylko dwa dni«. Wreszcie, kiedy już zupełnie stracili nadzieję, Fil wpadł, jak bomba, do klasy z wiadomością, że z powodu nadzwyczajnego zainteresowania, na żądanie publiczności, dzikie zwierzęta zostaną jeszcze przez tydzień. Wiec kto nie zdążył, niech się spieszy, bo już naprawdę ostatni tydzień.
I zdążyli.