Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/201

Ta strona została uwierzytelniona.


kończony się zmarnuje. Jeżeli rzemieślnik chce założyć warsztat, też może pożyczyć w banku.
No, dobrze:
— A co to notarjusz?
— Widzisz: są na świecie ludzie uczciwi i nieuczciwi. Naprzykład sprzedał dom, albo sklep, albo pożyczył pieniądze, a potem mówi, że nieprawda, albo że zapomniał.
— Bardzo często tak mówią, — potwierdził Dżek.
— No, widzisz. Więc są tak zwani rejenci, którzy każde kupno albo sprzedaż zapisują do książki. Podpisuje się ten, który sprzedał i ten, który kupił. I przepadło. Już nie może powiedzieć, że nie chce, albo że nieprawda.
— To jest bardzo mądre, — powiedział Dżek. — Gdyby u nas w szkole była taka książka notarjalna, nie byłoby całej awantury z Czarli. I wogóle strasznie dużo jest między uczniami szachrajstwa.
Od sprawy Czarli nowa pani też nie pozwala sprzedawać ani zamieniać. Ale to niemożliwe. Więc robią pokryjomu, i rozumie się, źle jest, bo kto się nie zna, traci.
Dżek postanowił urządzić na przyszły rok bank i książkę notarjalną. Kooperatywa nic wydawać nie będzie na kredyt, tylko kto nie ma, może pożyczyć w banku.
Mister Taft radzi nie nazywać bankiem, bo się będą wyśmiewać, tylko: kasa pożyczkowa.
Dżek już chciał nawet zacząć, ale inna ważna sprawa zajęła jego uwagę na cały czas świąt wielka-