Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/202

Ta strona została uwierzytelniona.


nocnych. A szło nie mniej, nie więcej, tylko o rower, a może i dwa rowery.
Tak. Kiedy dawniej mówił Dżek kolegom o czemś, że trzeba, czy że można kupić, zawsze zaczynali się śmiać:
— Iidź, warjacie. A wiesz, ile to kosztuje? A skąd weźmiesz pieniądze?
Teraz klasa takie ma do Dżeka zaufanie, że nie ździwiliby się wcale, gdyby powiedział:
— Kupuję samochód.
Przeciwnie, już zawiele myśleli, że Dżek może zrobić, jak zechce.
Bo na posiedzeniu rodziców kierownik odczytał memorjał Dżeka, i dopiero zaczął mówić, że Dżek ma słuszność.
Kierownik mówił tak:
— Memorjał Dżeka Fultona i mnie nauczył wiele. W piątym oddziele zadałem uczniom wypracowanie: »Co mi jest bardzo potrzebne, a nie mogę kupić, bo nie mam pieniędzy«. Na czterdzieści odpowiedzi tylko sześcioro pisze, że im nic nie potrzeba, bo kupują rodzice. A inni napisali, że im są różne rzeczy potrzebne. Może na wsi, gdzie niema sklepów, dzieci mniej widzą i mniej chcą mieć. Ale w mieście każdy coś zobaczy, co mu się bardzo podoba. Futball potrzebny jest chłopcom, a jest wielu, którzy nawet piłek nie mają. Scyzoryki potrzebne są w szkole. W klasie Dżeka prawie połowa ma scyzoryki i prawie wszystkie dzieci mają kredki i karton. I nauczycielka robót i rysunków jest bardzo zadowolona. Szkoła powszechna jest bezpłatna, ale rodzice tem