Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/223

Ta strona została uwierzytelniona.


ale bardzo trudno opisać, co człowiek myśli, a szczególniej, kiedy jest śpiący. Bo w myślach nigdy niema porządku, i raz to, raz tamto przychodzi do głowy, aż się wkońcu wszystko pomiesza.
Tak samo Dżek. Ledwo pomyślał o skradzionych rowerach, zaraz przypomina sobie, co mówił mister Taft o urzędzie podatkowym, zaraz potem zaczyna myśleć o banku dla dzieci.
Naprzykład nie może ktoś książek kupić, albo farb, albo harmonijki, albo łyżew, albo mu rower ukradli — idzie do banku i pożycza; a jak urośnie i zacznie zarabiać, będzie potrochu oddawał.
I tu już Dżek sam nie wie, czy śpi, czy nie śpi. Ale widzi sklep, gdzie niema półek, tylko stoją szafy z pieniędzmi. Finansowa szafa z pieniędzmi nazywa się: kasa. (Kasy są bardzo mocne, żelazne, ogniotrwałe). Więc siedzi Dżek w okienku, jak na poczcie, każdy przychodzi i mówi, ile mu potrzeba i na co. Dżek zapisuje do książki handlowej, że ten i ten pożyczył. Jedni biorą pieniądze, a drudzy zwracają.
Już nie pamięta Dżek, kiedy zasnął. A na drugi dzień dopiero — już myśli o tem samem naprawdę. I teraz widzi, że trudno taki bank szkolny założyć. A wczoraj zdawało się, że łatwo.
— No, dobrze. Przecież nie znam wszystkich. A może on kłamie? Albo będzie ciągle tylko brał, a potem nie zechce oddać? Zresztą gdzie go szukać?
Ale i dorośli mogą robić tak samo. Widocznie banki mają sposoby, żeby nie oszukiwać?
W niedzielę idzie Dżek z Filem, ale się zatrzymuje przed bankiem i patrzy. A Fil się pyta: