Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/30

Ta strona została uwierzytelniona.


Dżek widział wyraźnie, że pani się zawstydziła. I Dżek zauważył, że od tej pory pani była już lepsza dla niego. Ale najważniejszego jej przecież nie powiedział.
— Złodziejem, ani szachrajem nigdy nie będę, — powtarzał gniewnie Dżek, ilekroć przypomniał sobie nieszczęsne śniadanie obrzydliwej Doris, do której miał większy nawet żal, niż do pani. I jak raz na podwórku chciała się razem bawić zupełnie inna Doris, Dżek szorstko ją odepchnął:
— Nie chcę. Jak ona będzie, to ja się nie bawię.
I tylko dlatego, że się tak samo nazywa.
Bo najwięcej boli niesłuszne podejrzenie i niesprawiedliwość.