Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/33

Ta strona została uwierzytelniona.


— Uspokój się, Fil.
— Proszę pani, Allan przeszkadza.
I pani im wierzy; a klasa wie doskonale, że obojgu przeszkadza szkoła, bo woleliby latać po ulicy albo na podwórku, — i żadne przesadzanie nie pomoże, tylko w całej klasie zepsuje porządek. Ale pani wierzy.
— Niech Dżek Fulton siądzie na ostatniej ławce, a ty siądź z Peelem, — mówi pani.
Dżek zaczął powolusieńko zbierać manatki, aż pani powiedziała:
— No, prędzej.
Peel spojrzał na Dżeka ze współczuciem, choć i jemu było niewesoło.
Co robić? Przecież to niemożliwe. Ale spierać się z panią nie będzie.
Fil był odważniejszy:
— Ja nie mogę tam siedzieć — powiada.
— Dlaczego?
— Już ja wiem, dlaczego.
— Więc powiedz, bo i my chcemy wiedzieć.
— Mama nie pozwoliła.
— A skąd mama wiedziała, gdzie ty masz siedzieć?
Klasa przycichła: wszyscy zaciekawieni czekają.
— Proszę pani, doktor zabronił. Koło okna nie mogę. Zarazbym się zaziębił.
I Fil zaczął kaszlać tak, że niektórzy nawet uwierzyli. Pani, rozumie się też uwierzyła i dała spokój. Ale Dżek bał się jeszcze długo.
A na pauzie Fil zaczął skakać i klaskać w ręce: