Strona:Janusz Korczak - Józki, Jaśki i Franki.djvu/138

Ta strona została uwierzytelniona.

wego, został admirałem i niepodzielnym jego właścicielem. Miasto być przybłędą w obcym szałasie, został panem, gdzie nikt mu już śmiecić zabronić się nie ośmieli.
Szałas Jelińskiego stał się pałacem. Ogród oparkanili, dróżki czysto musiały być wysypane piaskiem, a bogaczom już się pracować nie chciało. Cały dzień by tylko leżeli, jak książęta, na brzuchu i w warcaby grali. — A przytem bali się teraz, żeby im kto szkody nie zrobił, kiedy są poza domem, w palanta sobie grają. Więc zgodzili stróża — Kowalczyka.
Zbudowali Kowalczykowi lichy szałas, bo nie chcieli trzymać w swoim salonie patyków, służących za miotły, widły, młotki, grabie. Kowalczyk teraz musiał wszystko robić, bo ogrodnik tylko kwiaty zmieniał w ogrodzie.
Smutno musiało być Kowalczykowi: toć on z Chruścickim i Maliszewskim jeden z pierwszych tu się osiedlił; przyszli zdolniejsi i są teraz panami, a on słuchać ich musi. Osada się rozrosła, dużo szałasów przybyło, a więc i pracy coraz to więcej.
Aż zbuntował się, nazbierał własnych gałęzi i przeniósł się na Łysą Górę, jako gospodarz i wolny obywatel.

V.
Miłosna otrzymuje samorząd.

Dzika grusza na górce, jak wiadomo, jest okrętem, nazywa się „Burza“, nieco na prawo od „Burzy“ mamy statek Ligaszewskiego „Błyskawicę“. — Sama górka liczy już około pięćdziesięciu mieszkańców. — Zarząd nad ludną osadą coraz jest trudniejszy. — Wiemy już, jakie błędy popełniała władza centralna, wydając naprzykład łopatę Kopce, a nie