Strona:Janusz Korczak - Józki, Jaśki i Franki.djvu/141

Ta strona została uwierzytelniona.

Tu dodać muszę, że równocześnie z Miłosną otrzymała samorząd i druga osada Łysa Góra, gdzie na burmistrza wybrano Prażmowskiego.

VI.
Szpital w szałasie Nr. 4.

Szałas Nr. 5 był bardzo ludny, ale spokojny, — nie wadził nikomu. — Spotykamy tam Kowalskiego i Tokarskiego, cichego Dobilisa, leniwego ale również spokojnego Kuczyńskiego, Silczyńskiego, Świderskiego i najmłodszego z obywateli Miłosny, bo liczącego ośm lat niespełna, czarnego Michnowskiego.
Michnowski jest tak szczupły i drobny, że na ośm lat nawet nie wygląda, — najwyżej na sześć albo siedem. A przytem za uchem ma wysypkę, która nie chce się goić i pewnie jeszcze długo będzie trwała.
Dobrze się działo w szałasie Nr. 5, dopóki nie przyjęto za lokatora Moskwika. Od chwili przyjęcia Moskwika posypały się skargi na szałas, cieszący się do tej pory jak najlepszą opinią. To łopaty nie chcą oddać, to wał sąsiadowi uszkodzili, to po trąbce nie chcą opuścić Miłosny; a potem burmistrz będzie odpowiadał przed władzą.
Wzywa burmistrz gospodarza szałasu Nr. 5.
— Co u was się dzieje?
— A no, Moskwik.
Wezwano Moskwika, a ten powiada, że wszystkiemu winien mały Michnowski, bo jest parszywy, ma za uchem zaraźliwą wysypkę i Moskwik nie może z nim mieszkać w jednym szałasie.
Jawna niedorzeczność: Moskwik nie chce oddać po trąbce