Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/104

Ta strona została uwierzytelniona.


że jest nietylko naturalny, ale swoisty dla dzieci w wieku silniejszego rozwoju. Jest to chód znużenia.
W praktyce prywatnej niejednokrotnie zapytywałem:
— Czy nie zauważyła pani, że chód dziecka się zmienił?
— Ależ tak: chodzi, jak obrażona księżna. To mnie do rozpaczy, do wściekłości niekiedy doprowadza. Suwa nogami, jakby miała sto lat lub była wie Bóg jak spracowana.

78. Czy ten jeden przykład nie dowodzi, jak ściśle zrośnięty jest świat przejawów ducha z jego fizjologicznem podłożem?
Mylą się ci, którzy sądzą, że porzuciwszy szpital dla internatu, sprzeniewierzyłem się medycynie. Po ośmiu latach pracy szpitalnej zrozumiałem dość silnie, że wszystko, co nie jest tak przypadkowe, jak przejechanie przez automobil lub połknięcie gwoździa, może być poznane w dziecku tylko przy paroletniej jego obserwacji klinicznej nie zrzadka, w chorobie-katastrofie, ale codziennej, w jasnych okresach jego pomyślności.
Berliński szpital i niemiecka literatura lekarska nauczyły mnie myśleć o tem, co wiemy i powoli, systematycznie posuwać się naprzód. Paryż nauczył mnie myśleć o tem, czego nie wiemy, a wiedzieć pragniemy, musimy, będziemy.