Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/17

Ta strona została uwierzytelniona.


kleją, bo jeśli się nie wyśpi, będzie rozdrażniony, niecierpliwy, — niezdolny do wcielania w czyn zbawiennych zasad uczonego dzieła. — Będę się streszczał, by nie zakłócać mu nocnego spoczynku.

3. W dzień wychowawca nie ma czasu na studja. — Ledwo zasiadł do czytania, przychodzi pierwsze dziecko ze skargą, że gdy pisało, trącił je sąsiad, zrobił się kleks — i nie wie teraz, czy zacząć od początku, czy tak zostawić, czy wydrzeć kartkę. — Drugie dziecko kuleje: gwóźdź ma w trzewiku, chodzić nie może. — Trzecie pyta się, czy wolno wziąć domino. — Czwarte prosi o klucz od szafy. — Piąte oddaje znalezioną chustkę do nosa: „znalazłem, nie wiem czyja“. Szóste daje do przechowania cztery grosze, które dostało od cioci. — Siódme przybiega po chustkę: „to moja, położyłem na oknie na chwilkę, a on zaraz zabrał“.
Tam w kącie mały niezdara bawi się nożyczkami: naśmieci, skaleczy się, — kto mu dał nożyczki? — Na środku pokoju żywa sprzeczka, zaraz przejdzie w bójkę, — trzeba zapobiedz. — To, które w nocy ząb bolał, biega teraz jak szalone, — znów któreś z piszących potrąci lub kałamarz zrzuci na podłogę; a w nocy znów może ząb je rozboli.
Wychowawca musi bardzo chcieć, aby mógł się zdobyć na przeczytanie nawet krótkiej książki.