Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/30

Ta strona została uwierzytelniona.


stosunkowo rzadkie, a co ważniejsze — zabezpieczyć przed niemi nie można.
Im mizerniejszy poziom duchowy, bezbarwniejsze moralne oblicze, większa troska o własny spokój i wygodę, tem więcej nakazów i zakazów, dyktowanych pozorną troską o dobro dzieci.
Wychowawca, który nie chce mieć przykrych niespodzianek, nie chce ponosić odpowiedzialności za to, co się stać może, — jest tyranem dzieci.

16. Tyranem stanie się wychowawca, dbały o moralność dzieci.
Chorobliwa podejrzliwość tak dalece zajść może, że już nie dzieci różnej płci, nie każdych dwoje dzieci, które usuną się na stronę, ale własne ręce dziecka uważać bedziemy za wroga.
Jakiś bezimienny ktoś gdzieś kiedyś podyktował zakaz trzymania rąk pod kołdrą.
— Kiedy mi zimno, kiedy się boję, zasnąć nie mogę.
Jeżeli w pokoju jest ciepło, ono nietylko ręce, — całe się odkryje. Jeżeli jest śpiące, zaśnie po pięciu minutach. — Ileż podobnie bezmyślnych podejrzeń, opartych na nieznajomości dziecka...
Zauważyłem raz jak paru starszych chłopców, szepcząc coś tajemniczo, prowadzili do klozetu malców, którzy po pewnym czasie po-