Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.


Dziecko, któremu z ucha płynie materja, wrzód się zrobił, paznokieć się obiera, oczy łzawią, głowa boli, gorączkuje, kaszle.
Dziecko, które powoli się ubiera, myje, czesze, je. Jego łóżko ostatnie zasłane, ręcznik ostatni zawieszony, na jego talerz czy kubek czekać trzeba; ono opóźnia sprzątanie sypialni, uprzątnięcie stołu, odesłanie naczyń do kuchni.
Dziecko, które co chwila zwraca się z zapytaniem, skargą, pretensją, płaczem, nie lubi towarzystwa dzieci, natrętnie garnie się do ciebie, zawsze czegoś nie wie, o coś prosi, coś mu potrzebne, ma coś ważnego do powiedzenia.
Dziecko, które szorstko odpowiedziało, obraziło kogoś z personelu, pokłóciło się, pobiło, rzuciło kamieniem, umyślnie złamało lub podarło, powiada, że nie chce.
Wrażliwe i kapryśne, któremu bolesna jest drobna uwaga, chmurne spojrzenie, chłodna obojętność za karę.
Miły psotnik, który ci zapcha kamykami umywalkę, będzie się huśtał na drzwiach, odkręci kran, zasunie szyber, odśrubuje dzwonek, ścianę zamaże niebieskim ołówkiem, gwoździem porysuje parapety okien, na stole wytnie litery. Zabójczo wynalazczy a nieobliczalny.
To są rabusie twego czasu, tyrani twej cierpliwości, ferment twego sumienia. — Walczysz z niemi, a wiesz, że nie ich wina.