Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/36

Ta strona została uwierzytelniona.


wyczerpany, takiemu dziecku — dyżurnemu odda swą władzę, dyżurny wyręczy, zastąpi go bez trudu. Z dziecka, które poszuka, zawoła, przyniesie, sprzątnie, dopilnuje, przypomni, — wie, słyszało, powie, — stanie się wkrótce istotnym zastępcą.
To nie lizuch niewinny szkoły, to groźny feldfebel internatu — koszar.

21. Dyżurnemu łatwiej radzić sobie z gromadą, niż dorosłemu. — Bo dozorca jeśli uderzy, to nie z całej siły, jeśli zagrozi, to z pewnym powściągiem, jeśli ukarze, to za przewinienie. — A dziecko — dozorca uderzy nie w plecy, ale w głowę lub w brzuch, bo tak więcej boli, zagrozi nie karą, a czemś pozornie naiwnem: „poczekaj, jak będziesz spał w nocy, to cię zarznę sprężynowym nożem“, z najzimniejszą krwią oskarży niewinnego i zmusi do przyznania niepopełnionego przestępstwa: „powiedz, że ty zjadłeś, wziąłeś, złamałeś“, — i malec drżąc powiada: „ja złamałem, ja ukradłem“.
Szary ogół dzieci boi się jego więcej, niż wychowawcy, bo dyżurny wie wszystko, bo jest z nimi ciągle. Oporni nienawidzą, rzadko mszczą się, częściej przekupują.
Teraz mały tyran ma już pomocników, zastępców. Już sam nic nie robi, tylko rozkazuje, donosi na opornych i — odpowiada za wszystko przed władzą.