Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/40

Ta strona została uwierzytelniona.


Czy słusznie? — Czy udana obojętność zdoła oszukać, a jeśli oszuka, czy nie krzywdzi? Dla dziecka jest to dzień ważny, uroczysty, pamiętny, — trochę oszołomione, więcej przestraszone, wśród obcych, licznych dostojnych, — biegnie do tego, kto mu bliski, bo ceni jego pochwałę przedewszystkiem, domaga się jej, ma prawo...
Nie pozwól im się panoszyć, ale musisz wyróżnić...
A co się wówczas stanie z przepisem o bezwzględnej równości wszystkich dzieci? — Ależ ten przepis jest kłamstwem.

25. Wychowawca-praktyk ma dzieci, które mu dają miłe wzruszenia, wynagradzają za poniesione trudy, które są dziećmi niedzieli jego własnej duszy, — ukochane zupełnie niezależnie od wartości i pożytku, który przynoszą.
Miłe, bo ładne; miłe, bo pogodne, bo wesołe, bo wdzięczne, bo uśmiechnięte; miłe, bo ciche, poważne, skupione i chmurne; miłe, bo małe, niedołężne i roztargnione; miłe, bo krytyczne, śmiałe i pełne buntu.
Zależnie od duchowego oblicza i ideałów wychowawcy, różnym różne są bliskie, drogie.
Jedno imponuje energją, drugie rozrzewnia dobrodusznością, trzecie budzi wspomnienia własnego dziecięctwa, czwarte rzewną troskę o jego przyszłość, w piątem budzi lęk jego górny lot, w szóstem pokorna lękliwość. A zpośród