Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/62

Ta strona została uwierzytelniona.


sypialni chłopców, gdy już zasypiali, i uderzając w takt o poręcz łóżka, donośnym głosem mówiłem:
— Znów kradzież. To się musi skończyć. Szkoda pracy na wychowywanie złodziei...
Tęż samą, dość długą przemowę, powtórzyłem w sypialni dziewczynek.
Nazajutrz taką rozmowę prowadzili chłopcy z dziewczętami:
— I u was też krzyczał?
— A jakże.
— Mówił, że wszystkie wyrzuci?
— Mówił.
— I bił pięścią w łóżko?
— Bił z całej siły.
— A w czyje łóżko, bo u nas — w Maniusi.
Ilekroć występowałem ze zbiorowemi oskarżeniami, zasmucałem najpoczciwsze i rozdrażniałem wszystkie, ośmieszałem się w oczach krytycznych: „to nic, niech się trochę pozłości, — to zdrowo“.

44. Czy wychowawca nie rozumie, że znaczna część kar jest niesprawiedliwa?
Bójka.
— On mnie pierwszy uderzył. — Bo on się ze mną drażnił... Wziął i nie chciał oddać. — Ja tylko tak żartowałem... Przeszkodził zamazał. — To nie ja, on mnie pchnął.
I ukarałeś bądź obu (dlaczego?), bądź star-