Strona:Janusz Korczak - JKD - Internat. Kolonje letnie.djvu/66

Ta strona została uwierzytelniona.


szybach (a właściwie dwóch, bo jedna już była pęknięta, a druga ma rożek stłuczony). Zapomnij i rozejrzyj się, ile grup rozważa i komentuje wypadek. W każdej grupie ktoś inny urabia opinję na twoją korzyść lub niekorzyść.
Prawica twierdzi, że szyby są drogie, że pan będzie miał przykrość od zarządu, bo powiedzą, że pan jest za dobry, i dzieci go nie słuchają, i niema porządku: należało surowiej ukarać.
Lewica (zwolennicy gry w piłkę):
— W nic się bawić nie wolno, — wszystkiego zabraniają. Jak tylko ktoś coś zrobi, zaraz krzyki, groźby, awantury. Przecież nie można cały dzień, jak malowane lalki, siedzieć.
Tylko centrum wszystko przyjmuje ufnie i z rezygnacją.
Nie uśmiechaj się pobłażliwie: to nie żart, nie drobiazg, — to istotne życie dzieci w koszarach.
Więc raz na zawsze, zasadniczo i we wszystkich przypadkach zrzec się kar i dać dzieciom zupełną swobodę?
A jeśli samowola dziecka — jednostki ogranicza prawa ogółu? Swawolny sam się nie uczy i pozostałym przeszkadza, własnego łóżka nie zaściele i inne rozrzuci, zarzuci własne palto, ubierze cudze — cóż wtedy?

47. „Brzydko się skarżyć, ja nie pozwalam się skarżyć”.