Strona:Janusz Korczak - Kajtuś czarodziej.djvu/305

Ta strona została uwierzytelniona.

Co teraz będzie? — Kajtuś przestał oddychać; czuje, jak serce bije; ma gwiazdy przed oczami. — Czuje ciepło i zimno naprzemian.
— Ty za mną? — Ty do mnie? — A no wejdź, kiedyś przyszedł.
Powitała go nie jak psa, a jak ucznia.
Wszedł Kajtuś i rozgląda się po ubogim pokoju.
— Dlaczego myślałem zawsze, że nauczyciele — to bogaci panowie i panie?
Jakby odgadła myśl jego:
— Biednie tu u mnie. — Nie upasiesz się, piesku na profesorskim chlebie.
Zjedli.
— Tak psino, inaczej myślałam. — Łudziłam się, że dzieci będą mi życzliwe, że znajdę wśród nich pomoc. — Cóż kiedy nie wiedzą. — Nie mogę tak tylko, jak ja chcę i one pragną. — Nie wolno mi. — Bo kierownik pilnuje, a inspektor sprawdza. — Mówią, że hałas na moich godzinach i małe postępy. — Kto umie karać, tego się słuchają; a ja chcę życzliwie i łagodnie.
Kajtuś zauważył różę, którą dał jej wtedy. — Tak strasznie dawno. — Róża zwiędła, ale zachowana na pamiątkę, stoi w wazoniku na półce.
— Tak psino. Chciałam być z dziećmi i zostać nauczycielką, ale teraz już tylko muszę. — Już rada jestem, gdy niedziela czy święto; już nie tęsknię do szkoły. — Cóż z tego, że się staram, gdy dzieci nie chcą? — Żal mi Kajtusia, bardzo go lubiłam, bardzo mu chciałam pomóc