Strona:Janusz Korczak - Kiedy znów będę mały.djvu/164

Ta strona została uwierzytelniona.

Bo się nawet myśli:
— Już nigdy, już wcale nie chcę się bawić. Już mi i zabawy zbrzydły i wszystko.
Wyrzeka się człowiek całej radości.
Więc pędzę do domu, a mama tylko powiedziała:
— Ładne zaraz.
Czekam: może się mama zapyta, gdzie się paliło. Ale mama wyszła.
Znów zasiadam do lekcji, a Irena podchodzi:
— Gdzie ty byłeś?
Mówię: «odejdź», bo przeczytałem zadanie i niebardzo wiem, jak robić. A ona stoi.
Więc mówię:
— Byłem, gdzie się paliło. I odejdź.
A ona:
— Co się paliło?
Przecie i tak nie zrozumie. Ale jestem cierpliwy. Mówię:
— Sklep się palił.
A ona:
— Dlaczego?
Mówię:
— Dlatego, że masz zasmarkany nos. Idź sobie wytrzyj.
Zawstydziła się i odeszła. Żal mi jej, że tak ordynarnie powiedziałem. Już dzisiaj drugi raz: rano Mundkowi, a teraz jej.
Więc mówię:
— No, chodź, to ci opowiem.
A ona już odeszła. Pewnie się obraziła. Więc