Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/114

Ta strona została uwierzytelniona.


On powiedział: «ba, ba». Co to może znaczyć?
W tej chwili uderzył mnie ktoś w plecy, potem poczułem szpiczasty ból w boku, a kiedym ochłonął z wściekłości, które wywołało brutalne zaatakowanie moich nagniotków — ujrzałem pochylonego nad chłopcem obdartusa.
— Masz, napij się krzynę — mówił do zemdlałego.
Człowiek niepiszący nigdy nie zdoła zrozumieć człowieka piszącego. Tam, gdzie przeciętny właściciel handlu win, akuszer, fabrykant rowerów, lub stalówek krajowych — rozpłacze się rzewnie — tam poeta napisze sielankę i pośle na konkurs. Gdzie były obywatel ziemski, poszukujący zajęcia, w obronie czci dziewczęcia, brutalnie zaczepionego na ulicy — zrobi awanturę i skazany zostanie na dwa dni aresztu za zakłócenie spokoju — tam moralista napisze artykuł o zepsuciu, zrobi sobie reklamę, i zarobi na dwa koniaki, przekąskę, librę papieru i nowe zelówki.
Nic więc dziwnego, że ja, patrząc na chłopca, leżącego na wyżej wzmiankowanym chodniku, i na pochylonego nad nim obdartusa — nie wyrzekłem drżącemi wargami: «biedne dziecko» — tylko obmyślałem pięcioaktowy melodramat do teatru ludowego, pod nagłówkiem: «Odzyskany,