Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/120

Ta strona została uwierzytelniona.


na, i nasi bracia powietrzni, słoneczni, i nasi znajomi z łąk, sadów i miast dusznych, i nasi pożądani i mili.
Kanarek żółty, szary słowik — marzyciel, trubadur, i lotna jaskółka, i skowronek nabożny: i nerwowa pliszka, i głupkowaty żółtopłowy trznadel, i dudek — śmierdziuszek, i kukułka — podrzutek i gil i szczygieł — galanci, i wesoły, ruchliwy i zwinny czyżyk, i śmieciuszek — strojniś z czubkiem ciekawym na głowie, i zięba, i gap — niezdara, i z pękiem piór szkarłatnych na karku, i kraska — niechluj, i kłótliwa wilga, i maleństwo — strzyżyk i mysi królik, i wiercipięta — sikora żarłok, i nawet szary wróbel, i drozd, i jarząbek — ofiara, i kochliwy gołąb.
Nie miałeś głosu, i nie miałeś barwy, i nie miałeś linji powietrznej, której byś nie widział, nie słyszał tam, w tym tłumie...
Szczęśliwy ptasznik.
Szczęśliwy, bo posiadał.
Szczęśliwy, bo nie wiedział, że mu jeńcy — śpiewaki, jeńcy — skrzydlacze mrzeć poczną.
I zamarł pierwszy, nie pomnę — który. Zamilkł jeden głos chóru, zwisły skrzydełka, opuściła się główka pierzasta, wyprostowały na piasku sztywne nóżki małego więźnia klatki ptasznika.
I potem drugi, i trzeci, i czwarty.
To słowik tęskny, to skowronek, czciciel prze-