Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/131

Ta strona została uwierzytelniona.


Od tej chwili minęły dwa tygodnie. Czytelnicy, chcecie, wierzcie, lub nie wierzcie, jestem znów zdrów i szczęśliwy, żona moja odzyskała rumieńce; dzieci dawną żywość, ja — ochotę do pracy. Znów kłaniam się stróżowi, dzieci bawią się z pędrakami stolarza, ludzie (?) rzadziej zaszczycają mnie ukłonami. Chodzę do teatru na galerję i tak mi dobrze, jak dawno nie bywało! Więc wołam głośnym okrzykiem, pełną piersią wyrzucanym:
— Precz z czystością!


Janusz Korczak - Koszałki Opałki znak s193.png