Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/172

Ta strona została uwierzytelniona.


Gdybym nie był starym kawalerem, gdybym miał synów, przejąłbym synów moich takim zapałem do mego zawodu, że wszyscy byliby taksatorami w lombardach. A pan, pan powiadasz, pan się dziwisz, że jestem zadowolony ze swego losu, że jestem zawsze uśmiechnięty... Panie drogi, ja znam wartość życia i ludzi, umiem wybaczać błędy, kochać ich wysiłki. Ileż to razy przychodzi ktoś płacić procent, a ja myślę wówczas: «biedaku, poco się łudzisz, poco się oszukujesz? Nie wykupisz, nie wykupisz, biedoto». I pan nie wykupisz ani zegarka, który otrzymałeś w jakiejś uroczystej chwili swego życia, ani pierścionka pamiątkowego. I wiele — wiele zastawisz pan w lombardzie życia. Pan jesteś Polakiem.
— Pan skąd wiesz to wszystko? — zapytałem, zdumiony do najwyższego stopnia.
Uśmiechnął się łagodnie.
Ktoś wszedł. Podał mi rękę na pożegnanie...
Umyślnie teraz dopiero nadmieniam, że mieszkałem wówczas w Paryżu, a co zatem idzie — taksator ten był francuzem.
Wróciłem do kraju.
Widziałem wielu techników, adwokatów, le-