Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/176

Ta strona została uwierzytelniona.


A człowiek ów, mimo to wszystko, żyje, pracuje, a nawet — śmieje się czasem.
Jak to być może?
Wszyscy ludzie całego świata, a więc: aptekarze, chińczycy, hrabiowie, majtkowie okrętowi, panny na wydaniu, aktorzy, fabrykantki aniołków, adwokaci, dyrektorowie filharmonji, głupcy, aeronauci, ajenci od ubezpieczeń, karciarze, emancypantki, właściciele magazynów z gramofonami i cykliści — dzielą się na: zadowolonych z życia i niezadowolonych.
Co robić, aby należeć do grona ludzi, zadowolonych z życia?
Ów właśnie mój znajomy posiada ten rzadki dar, owoc rozumowań i pracy myślowej.
Gdy dzieciska darły się w niebogłosy, uniemożliwiając panu Michałowi ulubioną poobiednią drzemkę, pan Michał uśmiechał się błogo i szeptał:
— Jak to dobrze, że mam czworo dzieci, a nie — ośmioro.
Gdy żona narobiła panu Michałowi piekła: uśmiechał się pobłażliwie i myślał:
— A cobym ja robił, gdyby mi tak nagle zmartwychwstała teściowa?
Gdy żona wołała:
— Patrz, w jakich ja chodzę bucikach; patrz, jaki mam kapelusz nędzny: patrz, do czego podobny żakiet Mani i spodnie Kazia?!