Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/218

Ta strona została uwierzytelniona.


szedłem do niezbitego wniosku, że «nie tu pies zakopany», jak mówią niemcy w zdaniu, którego tu w oryginale nie przytoczę w myśl bojkotu handlu germańskiego i nauki. Podobnie robią kupcy, kładąc na niemieckich wyrobach stempel: Paris, London, lub Honolulu, byle nie Berlin; boć stempla: Warszawa — położyć również nie wypada.
— Gdzież się więc kryje tajemnica?
Brnąc dalej w fantastycznych urojeniach, przeszedłem od niemożliwego, że dyrektor ugania się za moją brzydką żoną — do jeszcze mniej prawdopodobnego przypuszczenia. I w tem podobny byłem do pewnego grona ludzi, stawiających coraz to nowe fantastyczne wnioski w sprawie hygieny, która, jak wiadomo, jest kwiatem, że się tak wyrażę — ekonomicznego bytu narodu.
Rzekłem:
— Zapewne jakiś miljonowy krewny zapisał mi cały majątek. Dyrektor wie o tem i chce mnie dobrze ku swej osobie usposobić.
Wolne od zajęć biurowych godziny, poświęcałem teraz szperaniu w ogłoszeniach o wakujących spadkach, zasięgałem informacji w biurach zagranicznych, nachodziłem adwokatów i rejentów.
I tu spotkał mnie zawód.
Pomyślałem wówczas, że dyrektor pragnie uczynić mnie wspólnikiem jakiegoś wielkiego oszu-